Bloog Wirtualna Polska
Są 1 205 582 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POPRZESTAWIAJMY ŁAWKI

niedziela, 17 lutego 2013 12:26

 

Zasiadamy w duńskiej wiejskiej klasie w Jutlandii w początkach XIX wieku. Zgodnie z oświeceniowymi ideałami istnieje powszechny obowiązek edukacji. Jako dzieci rolników musieliśmy porzucić pracę w polu i zasiąść w ławkach. Jest fajnie, ale nie uczymy się wielu przydatnych rzeczy. Nauczyciel bije nas, kiedy nie robimy tego co mówi. A mówi ciągle i dużo. My możemy się odezwać tylko zapytani. Albo słuchamy nauczyciela i powtarzamy za nim, albo czytamy i piszemy. Nie rozumiemy co i nie rozumiemy o czym. Nasi rodzice to w większości wolni chłopi, ale młyny, mleczarnie, banki, spichlerze, porty i statki należą do bogaczy. Mimo że wykonujemy większość pracy to wcale nam się dobrze nie powodzi: płacimy wysokie podatki, ponosimy wysokie opłaty za korzystanie z własności bogatych i sprzedajemy plony po niskich cenach. Bogaci sprzedają je później do Anglii z olbrzymim zyskiem. Wydaje się, że nie jesteśmy w stanie przełamać ich monopolu.

Okazało się, że to jednak możliwe. Farmerzy zmobilizowali się i rewolucję zaczęli od… przestawiania ławek. Nagle uczniowie i nauczyciel siedzą przy jednym stole na równych prawach. Dialog wyparł monolog. Beznamiętne powtarzanie zostało zastąpione wymianą opinii. Teraz w szkole uczy się przedmiotów adekwatnych i szkoli całe ciało, a nie tylko głowy. Uczniowie i uczennice mają bardzo duży wpływ na to czego i jak będą się uczyli. A uczą się, aby się wzbogacić i rozwinąć w jakimś kierunku, a nie z powodu ocen, czy dyplomu. Obok zdobywania wiedzy przedmiotem edukacji są również umiejętności praktyczne, sztuka, czy relacje międzyludzkie. Studenci mieszkają na terenie szkoły i proces edukacji odbywa się nie tylko podczas zaplanowanych zajęć, ale również poprzez interakcje międzyludzkie i wspólny czas poza lekcjami.

Duńscy farmerzy z ideologicznym przywództwem Grundtviga i Kolda stworzyli szkoły dla młodzieży wiejskiej, tak zwane Folkehøjskoler (brak odpowiednika polskiego, ale czasem tłumaczone na „uniwersytety ludowe”) i Friskoler („wolne szkoły” – licea o specjalnym programie, z internatem). Respektowano tam powyższe demokratyczne zasady. Idea takich szkół zaczęła się rozprzestrzeniać na całą Skandynawię, a także inne kraje na świecie. Rosła też siła polityczna duńskich farmerów. Bardzo szybko obok szkół zaczęły pojawiać się wspólne młyny, mleczarnie, banki… stopniowo farmerzy zaczęli przenosić formy współpracy wypracowane w nowych szkołach na inne obszary i uniezależnili się ekonomicznie od bogatych. Duńczycy zbudowali demokrację od podstaw, od edukacji! A dokonali tego, ponieważ potrafili się zjednoczyć i działać solidarnie.

Pod koniec lat sześćdziesiątych kolejnego wieku na farmie Tvind w zacofanym zakątku Jutlandii progresywni nauczyciele postanowili pójść znacznie dalej…

 

Niezbędny Koledż Nauczycielski

Na fali masowych ruchów społecznych pod koniec lat sześćdziesiątych Duńczycy domagali się zmian: równouprawnienia kobiet, pokoju na świecie, rozbrojeń, wolności słowa, sprawiedliwości społecznej, wolnej i praktycznej edukacji... Nauczyciele w większości wciąż wykształceni w tradycyjny sposób, nie mieli wiele do zaoferowania młodzieży, która chciała zbudować świat od nowa, negując wszystko co dotychczas uznano za niezłomne. Niezbędny był nowy sposób myślenia o edukacji, stąd Niezbędny Koledż Nauczycielski (duń. Det Nødvendige Seminarium – DNS) został założony na farmie Tvind.

 

Oddajcie szkołę studentom!

DNS to ogół studentów i nauczycieli, którzy działają razem we wspólnym celu: edukacji. Jednym z głównym założeń pedagogicznych jest „uczenie się przez robienie” („learning by doing”). Czy istnieje lepszy sposób na zostanie nauczycielem, niż po prostu robienie tego co przyszły pedagog powinien robić? Dlatego studenci i nauczyciele zarządzają koledżem wspólnie: podejmują decyzje podczas Wspólnych Zebrań, a dyskusja trwa do czasu, aż osiągnięty zostanie konsensus. W ten sposób każdy jest częścią decyzji i bierze odpowiedzialność za szkołę. Studenci pracują w różnych grupach, dzieląc się obowiązkami takimi jak księgowość, zakupy, gotowanie, sprzątanie, utrzymanie budynków, konserwacja wiatraka i paneli słonecznych, utrzymanie organicznego ogrodu warzywnego, dbanie o bezpieczeństwo przeciwpożarowe, utrzymanie samochodów i rowerów, organizowanie imprez szkolnych i wiele innych zgodnie z potrzebami i inwencją studentów.

 

Ucz siebie poprzez uczenie innych

Program edukacyjny podzielony jest na 3 części: doświadczenia, kursy pod kierunkiem nauczyciela oraz studia. Każdy przedmiot jest przyswajany za pomocą wszystkich trzech metod. Studenci pracują w grupach 9-13 osobowych z jednym nauczycielem w każdej grupie, który razem ze studentami przechodzi przez wszystkie części programu. Każda grupa decyduje w jaki sposób zrealizuje program studiów, dzieląc się materiałem, konkretyzując cele, wybierając metody. Np. aby zdobyć umiejętności i wiedzę w zakresie pedagogiki studenci biorą udział w wykładach organizowanych przez nauczyciela. Następnie dzielą się materiałem teoretycznym, który przygotowują indywidualnie, albo w parach, po czym prezentują wiadomości całej grupie w kreatywny sposób, otrzymując w zamian komentarze na temat jakości prezentacji. Odpowiada to założeniu pedagogicznemu, że najlepiej rozumie się materiał, który należało wytłumaczyć innym.

Zdobyta wiedza jest od razu użyta w praktyce podczas praktyk nauczycielskich. Praktyka-teoria-praktyka następują po sobie i sprawiają, że wiadomości i umiejętności są zdobywane w prawdziwym kontekście, utrwalają się i ucieleśniają. Nie są więc wyrwaną z kontekstu teorią. Pod okiem nauczyciela, studenci DNS robią wszystko to, co będą musieli robić później pracując w szkole, a także poza szkołą dbając o swoje domowe otoczenie, środowisko i społeczeństwo.

 

Świat jest naszą klasą

Jednym z minusów tradycyjnej edukacji nauczycielskiej jest to, że nauczyciele w zasadzie nigdy nie opuszczają systemu edukacji: najpierw studiują w szkołach, później w szkołach uczą. Wyraźnie brakuje im doświadczeń spoza swojej niszy społecznej. Nauczyciele, zazwyczaj pochodzący z klasy średniej, nieznający realiów innych grup społecznych, z wiedzą głównie książkową i z niewielkim przygotowaniem praktycznym lądują w klasie pełnej uczniów i uczennic z doświadczeniami bardzo różnymi od tych znanych nauczycielom. Dodatkowo w zglobalizowanym świecie, coraz większa liczba uczniów pochodzi z odmiennych kultur, z rodzin wyznających inne religie i systemy wartości. DNS jest odpowiedzią na ten problem i szkoli nauczycieli ponad podziały społeczne.

Dlatego DNS zaczyna od patrzenia na świat z szerokiej perspektywy. Skoro nauczyciele mają za zadanie przybliżyć swoim uczniom i uczennicom świat, muszą najpierw sami go dobrze zrozumieć. A czy istnieje lepszy sposób nauki o świecie niż podróż do świata? To założenie przyświecało prekursorom DNSu, którzy szkolne ławki wstawili do autobusów, a czasem zaokrętowali je na statki i postanowili sami odkryć co kryje się poza europejską strefą komfortu. Metoda ta pozwala nie tylko zrozumieć odmienne kultury, ale przede wszystkim spojrzeć na własną kulturę z szerszej perspektywy oraz dojrzeć relacje pomiędzy nimi. Podobny mechanizm działa podczas praktyki europejskiej, kiedy studenci na nowo odkrywają Europę patrząc na kontynent w o wiele bardziej krytyczny sposób, zadając pytania tam gdzie odpowiedzi wydawały się dotąd oczywiste. W obu doświadczeniach, niemających nic wspólnego z turystyką, szczególną uwagę poświęca się biednym, którzy stanowią zdecydowaną większość mieszkańców naszej planety, a których łatwo nie dostrzec przez pryzmat tradycyjnych mediów. Czemu istnieją tak olbrzymie różnice społeczne? Czemu tyle ludzi na świecie umiera wskutek albo uleczalnych chorób, kiedy w Europie olbrzymie nadwyżki bogactwa przeznacza się na bezużyteczne tony plastiku? I czemu w Afryce ludzie dzielą się ostatnim okruszkiem chleba z Tobą – obcym, a w Europie czasem tak trudno odpowiedzieć dzień dobry w autobusie sąsiadowi? I gdzie w tym wszystkim znajduje się nauczyciel? Studia w DNS to nie książkowe spekulacje, tylko rzeczywistość, która ma imiona, nóżki, uśmiecha się i czuje, to matka, która wręcza Ci własne dziecko i prosi, abyś zabrał je ze sobą do Europy…

 

Razem lepiej, razem taniej

Pieniądze zwykły dzielić, ale DNS stara się, aby łączyły, dlatego też stworzył unikalny system ekonomiczny. Każdy team (wszyscy studenci jednego roku tworzą jeden team) posiada własny wspólny fundusz, który pokrywa koszty studiów, zakwaterowanie, wyżywienie, ubezpieczenie zdrowotne, kieszonkowe, autobus, materiały edukacyjne i inne wydatki związane z programem. W zasadzie poza wydatkami na wyjazdy do domu i dentystę przez cały okres trwania studiów, studenci nie potrzebują innych źródeł dochodów, niż te przewidziane w programie.

Aby ten system mógł w ogóle zaistnieć, w programie przewidziano płatne praktyki nauczycielskie  oraz okresy, kiedy team pracuje aby zebrać fundusze na edukację. Choć to odpowiedzialność teamu, aby zdobyć te fundusze, koledż wspomaga ten proces przez współpracę z licznymi instytucjami, które dzięki reputacji DNS oferują zatrudnienie jego studentom.

Studenci w teamie wspólnie decydują o tym jak zdobędą fundusze na edukację oraz wspólnie decydują jak je później wydadzą. Wymaga to dużej odpowiedzialności, ale również rodzi całe mnóstwo możliwości. DNS nie mógłby istnieć z tak bogatym programem, gdyby nie wspólna ekonomia, która nie tylko racjonalizuje wydatki, ale również je zmniejsza, jako że większość sprzętu może być wykorzystana przez wszystkich bez potrzeby kupowania osobistej pralki, mikrofalówki czy kserokopiarki dla każdego studenta.

 

 

Każdy inny, wszyscy razem

DNS nie jest jedyną instytucją w Tvindzie. Obok koledżu istnieją: integracyjny internat dla młodzieży specjalnej i tej z nadwyżkami społecznymi, dom opieki dla młodzieży specjalnej i szkoła. Mieszkają tam również dorośli z poważnymi problemami społecznymi. W pobliżu znajdują się też dwa stowarzyszone domy opieki: jeden dla młodzieży specjalnej prowadzony w rodzinnym stylu, drugi dla młodych ludzi, którzy weszli w poważny konflikt z prawem i mają ostatnią szansę, aby nie trafić do więzienia.

Większość z tych ludzi była wielokrotnie odrzucona przez społeczeństwo. Dzieci wyrzucane z jednej szkoły do drugiej, widziane jako problem, niechciane wyrobiły sobie poczucie bycia przegranymi. Młodzież ta często pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych, pogrążonych w problemach z alkoholem, narkotykami i prawem. Są to też młodzi ludzie, którzy cierpią na schorzenia psychicznie o różnym stopniu zaawansowania. Czasem obydwa problemy istnieją jednocześnie.

W Tvindzie młodzież wreszcie jest w miejscu, z którego nie zostanie wyrzucona. Jest to jeden z głównych elementów pedagogiki: nieważne jakie problemy napotkamy, będziemy je wspólnie rozwiązywali. Młodzi ludzie w Tvindzie nie są też traktowani jako przegrani, ale jako pełnoprawni, ważni członkowie społeczności. Uczą się samodzielności, dbania o siebie i otoczenie.

DNS i wymienione wyżej instytucje działają w bardzo ścisłej współpracy, na której wszyscy zyskują. W większości domów opieki wydaje się pieniądze głównie na zatrudnianie pedagogów, którzy czasem pełnią bardziej rolę dozorców niż edukatorów. W Tvindzie nacisk kładzie się na programy i budowanie przyjaznego otoczenia, czyli na to w jaki sposób różne instytucje i różni ludzie mogą ze sobą współpracować, aby przynosiło to obustronne korzyści. Niektórzy studenci DNS mieszkają w tym samym budynku co młodzież specjalna. Sport, zajęcia artystyczne i kulturalne są nie tylko otwarte dla wszystkich, ale też tworzone przez wszystkich i tak, aby każdy mógł znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Wszystkie obowiązki związane ze sprzątaniem, gotowaniem czy utrzymaniem budynków są również elementem integracyjnym. Nauka jest obustronna, wszyscy uczą się nowych umiejętności. Młodzież specjalna w studentach DNS zyskuje dobry wzór do naśladowania i przyjaciół. Studenci, którzy w przyszłości będą nauczycielami, zyskują codziennie doświadczenie pedagogiczne.

 

Piotr Działak, PERSPEKTYWY WIELBŁĄDÓW - Pierwsza część tekstu odnosząca się do polskiego systemu edukacji.

Piotr Działak, PROGRAM DNS - Opis 3-letniego programu w koledżu nauczycielskim DNS-Tvind.

Piotr Działak, CO CIEKAWEGO W DNS - Opis kilku szczególnych projektów i wydarzeń w koledżu nauczycielskim DNS-Tvind.

Piotr Działak, LICENCJA NA ZMIENIANIE ŚWIATA - Historia niezwykłego wiatraka w Tvind.

 

Piotr Działak, Tvind (Dania), 28 września 2012

 

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach Zielonych Wiadomości listopad-grudzień 2012 Nr 12 (6/2012), s. 18-19. Piotr Działak, Perspektywy wielbłądów


Podziel się
oceń
17
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

PERSPEKTYWY WIELBŁĄDÓW

czwartek, 14 lutego 2013 20:29

Tornister, podręcznik, kanapki, cyrkiel, bilet autobusowy, zeszyt w linię, zeszyt w kratkę, piórnik… Rocznie: kilka milionów przeciążonych tornistrów, kilkadziesiąt milionów teoretycznych podręczników oraz kilka miliardów kanapek zapakowanych w toksyczny plastik – tylko po co? Po co codziennie miliony dzieci poprzebieranych za wielbłądy udają się do szkoły i zastanawiają się po co?

 

Zdecydowałem się trochę pozastanawiać razem z nimi…

 

Szkolnictwo w społeczeństwie przemysłowym oparte było na trenowaniu młodzieży w wykonywaniu poleceń, posłuszeństwie wobec autorytetów, przestrzeganiu z góry narzuconego planu czy dostosowywaniu się do istniejącej hierarchii. Człowiek złamany takim systemem edukacji potrafił dokładnie wykonać polecenia przełożonych nie mając pojęcia o tym, jak system produkcji w ogóle działa. Człowiek-trybik w maszynie podporządkowany rynkowi, pracy, bezpodmiotowy. Człowiek-wykonuj-i-cicho.

 

Na dobrą sprawę, w Polsce wciąż dominuje industrialny system edukacji, w którym to nie uczniowie i uczennice są jego podmiotem, a rynek. Rzecz w tym, że rynek znacznie się zmienił od epoki przemysłowej, stał się bardzo niepewny, totalny, oparty na konkurencji każdego z każdym o wszystko. Ten neoliberalny sposób myślenia wdziera się do szkół, które z placówek edukacji mają zamienić się w biznesy. Szkoła zamiast uczyć, ma zająć się testowaniem i odmierzaniem, aby ten lepszy nauczyciel miał trochę więcej pieniążków, a ten trochę gorszy trochę bardziej przymarł głodem i się dwa razy zastanowił zanim następnym razem tak słabo będzie uczył. Ten co najlepszy uczeń co by miał lepsze warunki do nauki, a ten co już niekoniecznie aby wiedział, że na niego nie warto wydawać pieniędzy. Od przedszkola z rozszerzonym portugalskim po uniwersytecki bazar papierów bezwartościowych, toczy się polska przyszłość szczurów. Ciężko o bardziej darwinistyczny absurd oparty o behawiorystyczne założenia pedagogiczne sprzed stu lat, dzisiaj skuteczne może w testowaniu psów. Polska, XXI wiek pragnie podbić kijem i marchewką!

 

Nasi uczniowie i uczennice z konkurencją zamiast współpracy i pieniędzmi zamiast etyki generalnie nie uczą się niczego naprawdę im przydatnego. Jeżeli przyjmiemy przyszłość naszych dzieci jako punkt wyjściowy dojdziemy do wniosku, że praca to tylko mała część tego, o co będą musieli zadbać, kiedy dorosną. A stoją przed nimi naprawdę wielkie wyzwania! Jako dorośli będą musieli zatroszczyć się o siebie, swoje zdrowie, swoich bliskich i dalekich, którzy sami nie będą sobie w stanie poradzić w tak niepewnym społeczeństwie. W domu napotkają wiele problemów natury praktycznej, logistycznej, elektrycznej, elektronicznej, gastronomicznej i higienicznej. Jednocześnie będą musieli zmierzyć się ze zmianami klimatycznymi i powszechnym zanieczyszczeniem śmiercionośnymi substancjami we wszystkich ekosystemach. Nie będą mogli uniknąć odpowiedzi na rozliczne problemy społeczne, wykluczenia, przemoc, korupcję, wyzysk w skali lokalnej i globalnej… Wojny. Głód. Ubóstwo. Cenzurę. Ograniczenia dostępu do informacji. Dyskryminację. Jeżeli nie będą w stanie zorganizować się razem w sieci społecznej aby sprostać tym wszystkim zadaniom i podejmować decyzje z globalnej perspektywy, ktoś inny zadecyduje za nich. Ale wtedy to nie będzie już demokracja, tylko trybiki w maszynie…

 

 

Piotr Działak, POPRZESTAWIAJMY ŁAWKI - Historia koledżu nauczycielskiego DNS-Tvind w kontekście historycznym.

Piotr Działak, PROGRAM DNS - Opis 3-letniego programu w koledżu nauczycielskim DNS-Tvind.

Piotr Działak, CO CIEKAWEGO W DNS - Opis kilku szczególnych projektów i wydarzeń w koledżu nauczycielskim DNS-Tvind.

Piotr Działak, LICENCJA NA ZMIENIANIE ŚWIATA - Historia niezwykłego wiatraka w Tvind.

 

 

Piotr Działak, Tvind (Dania), 19 września 2012

Tekst ukazał się pierwotnie na łamach Zielonych Wiadomości listopad-grudzień 2012 Nr 12 (6/2012), s. 18. Piotr Działak, Perspektywy wielbłądów.

 


Podziel się
oceń
14
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

CO CIEKAWEGO W DNS

czwartek, 14 lutego 2013 15:53



Centrum Klimatyczne

Pierwszy na świecie wiatrak produkujący energię na skalę przemysłowa jest częścią koledżu, należą do niego również m.in. panele słoneczne, kolektory słoneczne, system filtrowania zużytego oleju kuchennego czy drugi mały wiatrak. Studenci nie tylko zajmują się utrzymaniem i rozwojem tych obiektów, ale również prowadzą na ten temat warsztaty czy prezentacje. Tvind jest na drodze do całkowitej samowystarczalności energetycznej do 2020 roku.

 

Uprawy ekologiczne

Dania słynie ze zdrowej żywności, a w DNS jest ona przedmiotem niezwykłej wagi. Studenci nie tylko uczą się na temat upraw ekologicznych w sposób jak najbardziej praktyczny, ale mogą cieszyć się świeżymi produktami wysokiej jakości. Tvind jest na drodze do całkowitej samowystarczalności pod względem produkcji żywności do 2020 roku.

 

Produkcja filmowa

W DNS powstał bardzo nowy amatorski koncept filmowy „heART films”. Traktuje on filmy jako sztukę pożyteczną, a nie jako biznes. Wszystkie projekty udostępniane są publiczności za darmo. Aktorzy i ekipa nie pobierają wynagrodzenia: tworzą z przekonania. Zazwyczaj bardzo krótkie filmy poruszają ważne kwestie społeczne i polityczne. Często są częścią programu pedagogicznego podczas praktyk nauczycielskich.

 

Olimpiada

Wielka impreza sportowa corocznie organizowana dla duńskiej młodzieży specjalnej przez studentów DNS i wolontariuszy. Jest to wydarzenie pedagogiczne, w którym oprócz normalnych dyscyplin sportowych występują również te całkiem zwariowane, tak aby każdy uczestnik mógł znaleźć coś dla siebie. Olimpiadę charakteryzuje specjalny system punktacji, który nacisk kładzie na uczestnictwo, a nie tylko rywalizację.

 

Teatr Letni

Co roku studenci DNS i wolontariusze organizują 4-dniowe widowisko teatralne w dwóch kategoriach. Pierwsza skupia się na duńskiej młodzieży szkolnej, gdzie najważniejszym elementem pedagogicznym jest mobilizacja dzieci do występowania na scenie razem z pedagogami, wolontariuszami i studentami DNS. W drugiej, wolontariusze, nauczyciele i studenci DNS poprzez sztukę teatralną poruszają ważne problemy społeczne i polityczne.

 

Piotr Działak, POPRZESTAWIAJMY ŁAWKI - Historia koledżu nauczycielskiego DNS-Tvind w kontekście historycznym.

Piotr Działak, PERSPEKTYWY WIELBŁĄDÓW - Pierwsza część tekstu Poprzestawiajmy Ławki odnosząca się do polskiego systemu edukacji.

Piotr Działak, PROGRAM DNS - Opis 3-letniego programu w koledżu nauczycielskim DNS-Tvind.

Piotr Działak, LICENCJA NA ZMIENIANIE ŚWIATA - Historia niezwykłego wiatraka w Tvind.


Piotr Działak, Tvind (Dania), wrzesień 2012 


Podziel się
oceń
14
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

PROGRAM DNS

środa, 13 lutego 2013 17:39

 Logo DNS

 

 

 

Wolontariat * Podróże * Studia

Licencjat z pedagogiki w języku angielskim

Obecny Program Pedagogiki w

międzynarodowym koledżu duńskim

DNS-Tvind

w porozumieniu z

One World University

 

 

 

 

I rok: “Praktyka Międzynarodowa”

2 miesiące – Przygotowania do wyprawy autobusami przez Saharę.

4 miesiące – Wyprawa studyjna autobusami do Afryki Zachodniej przez Maroko i Saharę. Badania terenowe, wywiady, projekty rozwoju lokalnych społeczności i inne doświadczenia.

3 miesiące – Przetwarzanie wiadomości z wyprawy studyjnej, tworzenie produktów, intensywne studia i kampania informacyjna na temat Afryki w Europie.

3 miesiące – Wspólne zbieranie funduszy na dalszą część edukacji poprzez zatrudnienie.

 

II rok: „Praktyka Europejska”

6 miesięcy – Okres pracy w europejskim mieście. Doświadczenia, badania terenowe, organizowanie wydarzeń kulturalnych i politycznych oraz nauka teoretyczna w celu zrozumienia europejskiej rzeczywistości.

3 miesiące – Intensywne studia przedmiotów pedagogicznych. Skupianie się na pracy w klasie.

3 miesiące – Okres „Rób Co Uważasz Za Najbardziej Odpowiednie”, w którym studenci sami stawiają sobie cele i tworzą program.

 

III rok: „Praktyka Szkolna”

8 miesięcy – Praktyka nauczycielska w Europie. Nauka rozumienia rzeczywistości uczniów i nauczycieli w środowisku szkolnym poprzez doświadczenia i studia teoretyczne.

4 miesiące – Intensywne studia specjalizacji pedagogicznych. Końcowa sesja egzaminacyjna.

 

DNS poszukuje studentów z Polski.

Wiecej informacji znajdziesz tu:

info@dns-tvind.dk

Tel: +45 211-24-360

www.dns-tvind.dk

 

 

Piotr Działak, POPRZESTAWIAJMY ŁAWKI - Historia koledżu nauczycielskiego DNS-Tvind w kontekście historycznym.

Piotr Działak, PERSPEKTYWY WIELBŁĄDÓW - Pierwsza część tekstu odnosząca się do polskiego systemu edukacji.

Piotr Działak, CO CIEKAWEGO W DNS - Opis kilku szczególnych projektów i wydarzeń w koledżu nauczycielskim DNS-Tvind.

Piotr Działak, LICENCJA NA ZMIENIANIE ŚWIATA - Historia niezwykłego wiatraka w Tvind.

 
Piotr Działak, Tvind (Dania), wrzesień 2012


Podziel się
oceń
13
1

komentarze (8) | dodaj komentarz

PERSHING ZDEMOTYWOWAŁ ISLAMSKICH TERRORYSTÓW

środa, 13 lutego 2013 16:41

Przeglądałem sobie pewnego wieczora „demoty"(1) i jeden mnie szczególnie dopadł i dogłębnie zdemotywował. To było niespodziewane!
Wyobraźcie sobie, wieczór, ciepłe łóżeczko i przed ululaniem komputerka, szukacie inspiracji na dobry sen... I nagle znajdujecie to: „Generał Black Jack Pershing: Aby zniszczyć terrorystę, najpierw trzeba stać się terrorystą". Mimo że autor tekstu posiadł znajomość polskiej gramatyki na poziomie google translatora - o ortografii nawet nie wspominając - udało mi się go rozszyfrować...

 

  demotywator z portalu demotywatory.pl


„egzekucję 49 terrorystów", „wielu ataków na siły zbrojne USA na Filipinach", „przez następne 42 lata", „Przed I Wojną" - nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Śledziłem w pamięci historię Filipin i to zerkałem na tekst, to przecierałem czoło, a nie mogłem już zmusić oczu do spokojnego przeczytania wpisu po raz drugi, bo poupychani wszędzie „terroryści" i „świnie" wciąż prowokowali łatwością z jaką zostali naniesieni na stronę.

 

Dziennie natrafiam na setki tego typu „przedstawicieli polskiego oświecenia" i zazwyczaj po prostu wzruszam ramionami, inaczej musiałbym spędzić resztę życia na komentowaniu. Lecz tym razem coś nie pozwalało mi na zamknięcie okienka... Pewnie dlatego, że strona ta staje się dla polskiego Internetu tym, czym Pałac Kultury jest dla Warszawy. To tak jakby ktoś wywiesił ten tekst na wielkim plakacie w samym centrum stolicy. Jakim cudem nie trafił on do śmietnika?

 

W tym czasie na stronie jest może 50 000, może 60 000 ludzi(2). Wielu z nich na widok takiego Pershinga oszaleje z radości! Nagle wszystkie ludzkie fobie i uprzedzenia znajdą uzasadnienie w tak „doniosłym" źródle, jakim są demotywatory. Wreszcie będzie można bezkarnie popierać mordowanie ludzi i przy okazji zostać forumowym bohaterem! U mnie przeczytanie tego wpisu wywołało reakcję łańcuchową. Na razie zapragnąłem jedynie przeczytać komentarze, może rzecz stała się przypadkiem, admin mógł pomylić guziki...

 

Qrvishon: „w tą legende też nie wierze, ale było by dobrze jak by ktoś tak zrobił." - no cóż, jeden głupi komentarz zawsze może się zdarzyć, każde społeczeństwo posiada przecież ekstremistów, więc lecę dalej.

 

travis911: „Tak się powinno z terrorystami postępowąć!!! Demot głupi, ale wartość pozytywna, że ludność dowie się o istnieniu generała." - czyżby polskie społeczeństwo liczyło aż dwóch ludzi, którzy publicznie popierają mordowanie ludzi?

 

Później jakiś lacro rozpisuje się o wielkiej rewolucji przeciwko islamowi, który „nie jest religią. To zwykłe kłamstwo i dyktatura". Pisze trochę tak jakby wszystkie inne religie kłamstwami nie były. Lacro nie popuszcza i dodaje jeszcze w kolejnym komentarzu: „Jak mieszkasz na zadupiu to moze jeszcze brudasow nie widziales, ale w wawie juz sie zaczynaja panoszyc i atakowac chrzescijan np. w boze cialo mieli jakies pretensje!!" Lacro szybko staje się miejscowym autorytetem i podbudowany postami innych ludzi, pogrąża się dalej: „Ja wiem, że islam charakteryzuje się specyficznym folklorem - obcinanie głów, kamienowanie kobiet, gwałcenie zwierząt spoko, jeśli chcesz możesz to tolerować." - coraz bardziej przypomina mi to „picie krwi niemowląt przez Żydów" - plotkę, która bardzo posłużyła się kiedyś między innymi Carskiej Rosji w poróżnieniu Żydów z Polakami i innymi narodowościami. Jedynie po to, żeby sprawniej podbite nacje wykorzystywać! Bardzo prawdopodobne, że Lacro wierzy, iż Islamskie Siły Zła sprzymierzyły się przeciwko Chrześcijańskim Siłom Dobra, aby zaprotestować przeciwko Bożemu Ciału. Nieodprawienie tego święta zapewne umożliwiłoby „złym" Muzułmanom zgwałcenie paru koszernych kaczek w Parku Łazienkowskim.

 

Na początku jedyną osobą na forum, która jakoś sprzeciwia się tym komentarzom jest Bjoern. Pseudonim zdradza powiązania ze Skandynawią(3). Bjoern próbuje wytłumaczyć, że większość Muzułmanów to porządni ludzie, a media serwują nam historyjki o garstce ekstremistów. Zauważa też świetnie, że w Polsce również istnieją ekstremiści. Ciekawe czy Qrvishon, travis911, lacro i inni, których cytuję dalej, zrozumieli, że to o nich chodzi?

 

Quinduwindu: „Nie można z kimś walczyć według swoich zasad jak ten ktoś je perfidnie wykorzystuje. My ich nie porywamy i nie zarzynamy przed kamerami. My ich aresztujemy i wysyłamy do więzień, które są dla nich jak 5-gwiazdkowe hotele. Taka sprawiedliwość." - czyli, aby zwalczyć terroryzm, należy stać się terrorystą? To po cholerę walczyć z terroryzmem, jeśli zastąpić go mamy... terroryzmem? Komentarz jak sam demot. A tak w ogóle nie wiedziałem, że „my", kogokolwiek by autor nie miał na myśli, robimy takie rzeczy z terrorystami. Myślałem raczej, że żołnierze NATO w Afganistanie najpierw strzelają do ludzi, a później nazywają ich „terrorystami"(4). Myślałem też, że problem z więzieniami polega na tym, że przetrzymuje się i torturuje tam ludzi, bez postawienia zarzutów i nie chodzi tylko o słynne Guantanamo, ale setki ośrodków w Iraku, czy Afganistanie.(5)

 

XczartX: „nie wazne czy to prawda czy falsz i jakie bledy zostaly tu popelnione wazne ze mogloby zadzialac" - czyli jednym zdaniem: nie ważne, że nie ma dowodu na to, że działa, ale może działa?

 

Felioz1990: „Jak jest ich mało to mówią jaki islam jest pokojowy (np:Polska), w większej liczbie palą kościoły, samochody i sklepy, obrażają biją i zabijają "niewiernych" (np:Anglia)" - Idąc tą drogą trzeba by przyjąć, że Polacy w Wielkiej Brytanii trudnią się tylko kradzieżą i wyżeraniem łabędzi w parkach. A to tylko bzdury wyssane z palca przez takie „autorytety", jak brukowiec „The Sun". Ciekawe z iloma Muzułmanami rozmawiał Felioz i skąd czerpie informacje o paleniu kościołów...

 

Okazuje się, że jest tego cała banda(6)... Hakim: „Informacje to fejk, ale dobry pomysł. Jak kiedyś ktoś z was dopcha się do takiej władzy to niech tak zrobi.", Szopen7: „Dla mnie demot jak najbardziej na +. Skoro oni mogą nas zabijać, palić nasze kościoły i atakować nas czy nasza wiarę to czemu my mamy ich szanować i pomagać?", bunker1lp: „Tak właśnie powinno się ich traktować, trafiając w ich słaby punkt", ZiemniakPospolity: „I to jest jeden z niewielu powodów, dlaczego cieszę się, że USA biega sobie z karabinami po Bliskim Wschodzie. Czasem zbyt się nad muzułmanami rozczulamy... Bądźmy ludźmi, ale nie dajmy sobie pluć w kaszę.", DarkChomik: „Jeżeli to prawda, to gość miał cojones na miejscu. Niestety,tylko tak można zrobić porządek z islamskimi fanatykami. A Europa wpuszcza tę dzicz do siebie.", Luciferus: „jak to prawda to ten koles juz jest moim Bogiem" itd. Dla ciekawostki podam, że nikt nie użył religii katolickiej, aby wstawić się za pomordowanymi. Czasem za to jej używano, aby uprawomocnić zbrodnię.

 

Zdawałoby się, że demotywatory.pl to strona dla młodych, kreatywnych, inteligentnych ludzi. I takich jest tam mnóstwo, bo połowa postów na forum jednak krytykuje bzdurną historyjkę. Ale przeraża mnie ta druga połowa, ludzi chełpiących prawdziwą nienawiścią do „terrorystów". „Terrorystów" których nigdy nie widzieli na oczy. Osoby te słusznie krytykują Islam, ale motywują je strasznie głupimi argumentami. Dla nich, Muzułmanie to jacyś tam obcy, inni. I na odmienności właśnie polega ich rzekome zło. Bo „my" powinniśmy niszczyć meczety: „najwyzej bedzie co palić:]" jak twierdzi sener, bo według lacro „W 20% hiszpańskich meczetów propagowane są treści ekstremistyczne." Jednocześnie nie zauważa się, że identyczne treści padają w kościołach katolickich. Ogrom nadwiślańskiego sprzeciwu przeciwko Islamowi to nie obrona demokratycznych wartości, czy poszanowanie praw człowieka, ale obrona lokalnych zabobonów. Jak reasumuje Aufheben: „Że niby jak masz dżumę to nie złapiesz cholery?" Dla ironii zabobony te często pokrywają się: w końcu judaizm, chrześcijaństwo i islam mają wspólny rodowód. Kolejna rzecz, która zdumiewa: praktycznie nikt na całym forum (a trzeba się nakręcić myszką, żeby całe przewinąć!) nie sprawdził kontekstu historycznego wspomnianego „zdarzenia". Prawie nikt nie zadał sobie pytania, co właściwie amerykańscy żołnierze robili na Filipinach!? Ja na takie zaniedbanie nie mógłbym sobie pozwolić!

 

Półgodzinne „badania historyczne" przyniosły porządane rezultaty. Był rok 1898. Stany Zjednoczone widząc słabnącą potęgę Hiszpanii, która nie potrafiła sobie radzić z ruchami separytystycznymi w koloniach (m.in. na Kubie i na Filipinach), wypowiedziały jej wojnę pod pretekstem obrony „niepodległości" Kuby. Amerykanie wygrali ją na wszystkich frontach. Również i na Filipinach, gdzie pomagał im lokalny ruch narodowo-wyzwoleńczy. Kiedy Hiszpania uznała się za przegraną, Stany ani myślały o oddawaniu władzy lokalnej ludności. A mieli bardzo „poważny" argument: "Bo mieszkańcy nie są jeszcze gotowi", co w języku dyplomacji oznaczało: „dzięki za pomoc w wojnie, ale właśnie się ugadaliśmy z Hiszpanią, że teraz jesteście naszymi niewolnikami". Filipińczykom taki pomysł się niebardzo podobał. Tak wybuchła wojna amerykańsko-filipińska (1899-1902), w której Amerykanie najechali, podbili i spacyfikowali wyspy. Oczywiście obie strony dokonywały okrucieństw, ale nie dość, że to Stany Zjednoczone były agresorem to jeszcze występowały w wojnie jako pierwsza nowożytna demokracja, najbardziej praworządne państwo na świecie. Zauważmy też, że wojnę tę znamy głównie ze źródeł amerykańskich, a nie filipińskich! Ale spójrzmy na kilka przykładów, jak „marines" bawili się w „kraju dzikusów"...

 

Pewien żołnierz pochodzący z Nowego Jorku: „Miasto Titatia poddało się nam kilka dni temu, a zajmują je [teraz] dwie kompanie. Ostatniej nocy jednego z naszych chłopców znaleziono zastrzelonego, a jego żołądek rozcięty na zewnątrz. Od razu przyszły rozkazy od generała Wheatona, aby spalić miasto i zabić każdego tubylca w zasięgu wzroku; co zostało wykonane do końca. Doniesiono o zabiciu około 1000 mężczyzn, kobiet i dzieci. Prawdopodobnie staję się bezlitosny, bo jestem podniecony kiedy mogę zobaczyć na celowniku jakąś czarną skórę i pociągnąć za spust"(7)

 

Albo relacja kaprala Sama Gillisa: „Każemy wszystkim udać się do swoich domów o 19:00, i mówimy o tym tylko raz. Jeśli ktoś odmawia, odstrzeliwujemy go. Zabiliśmy ponad 300 miejscowych pierwszej nocy. Próbowali wzniecić w mieście strzelaninę. Jeśli strzelają z jakiegoś domu, palimy ten dom oraz każdy w jego pobliżu, i strzelamy do tubylców, więc teraz w mieście siedzą zupełnie cicho."(7)

 

Angielska wikipedia(8) rozpisuje się ponadto o „obozach dla internowanych" zwanych z hiszpańskiego „reconcentrados". Każdy taki obóz był pilnie strzeżony przez amerykańskich żołnierzy, a ludzie w środku żyli w niesamowitym tłoku. Przebywanie w takim miejscu było potworne, a choroby i amerykańska „opieka" sprawiały, że umieralność była bardzo wysoka. „Pomiędzy [tylko] styczniem i kwietniem 1902 roku 8350 więźniów zmarło sposród mniej więcej 298 000 w ogóle." Dalej wikipedia podaje, że w niektórych obozach umieralność siągała aż 20 procent. „Pewien obóz miał powierzchnię o wymiarach 3,2 na 1,6 kilometra i był „domem" dla 8000 Filipińczyków. Ludzie byli zbierani na pytania, torturowani i doraźnie mordowani"(9)
Jak widać Stany Zjednoczone należycie „przygotowywały" Filipińczyków do posiadania własnej państwowości. Ci zaś musieli na nią czekać aż do 1946 roku. Wojna partyzancka trwała w kraju jeszcze do 1913 roku.

 

Czego nam jeszcze brakuje w tej historii? Brakuje nam Muzułmanów. No to mamy Muzułmanów:

Na Filipinach istniało małe muzułmańskie państewko wyspiarskie: sułtanat Sulu(10). Do 1904 roku Amerykanie utrzymywali pokój z Sulu, ale kiedy poradzili sobie z resztą Filipin, zdecydowali się wystąpić również przeciwko Sulu i na dobrą sprawę nie postarali się o żaden ciekawy powód. Tym razem więc nie bawili się nawet w zatapianie własnego statku, czy udawanie ataku na własną bazę. Zresztą nikt w Stanach Zjednoczonych nie widział za bardzo różnicy pomiędzy Filipinami, a sułtanatem. Po prostu zaczęli kolonizować terytorium państwa, co oczywiście doprowadziło do powstania ludności. A to już można było wspaniale nazwać buntem dzikusów przeciwko zbawiennej oświeconej władzy Amerykanów. Wydarzenie to nazywa się Rebelią Moro, od nazwy zatoki nad którą rzecz miała miejsce. Angielska wikipedia podaje, że „podczas trwania konfliktu, bitwy pod Bud Dajo i Bud Bagsak są wśród najbardziej godnych uwagi, jako że ofiarami były także kobiety i dzieci"(11)

 

Brakuje nam już tylko Pershinga. No to mamy Pershinga:

W roku 1905, John Joseph „Black Jack" Pershing wrócił z misji z Japonii i został mianowany generałem brygady. Z tym stopniem został wysłany na Filipiny, gdzie zarządzał Fortem McKinley koło Manili (stolicy Filipin) oraz jednocześnie był gubernatorem prowincji Moro po drugiej stronie kraju jakieś 700 kilometrów na południe(12). Wiemy też, że z wysp został wezwany na Bałkany jako obserwator w latach 1908-1909, a następnie powrócił do swoich obowiązków na Filipinach do roku 1912. Czyli Pershing miał okazję do wykonania akcji opisanej w demotywatorze. Byłaby to niewątpliwie kolejna amerykańska zbrodnia wojenna. Nie byłby to w żadnym wypadku heroiczny atak rozprawienia się terrorystami, jak chce demotywator, lecz brutalna egzekucja wykonana na jeńcach wojennych, a więc w tym wypadku ludności buntującej się przeciwko kolonializmowi. Ale czy rzeczywiście sytuacja ta miała miejsce?

 

Poszukując odpowiedzi na to pytanie dokonałem dwóch ciekawych spostrzeżeń. Pierwsze to takie, że cały Internet aż roi się od linków do wspomnianego demotywatora i linki te umieszcza zapewne sam autor. Czasem tuż obok można znaleźć odnośnik do sprostowania(13). Właściwie tekstu wyjaśniającego tę bzdurę nie da się przeoczyć i aż ciężko uwierzyć, że autor go nie znał. Oryginalna historia o Pershingu i terrorystach pochodzi z września 2001 roku, została więc napisana zaraz po słynnych atakach na World Trade Center(14), a demotywator na pewno jest tłumaczeniem wersji angielskiej. Jest prawdopodobne więc, że autor umyślnie opublikował ten wpis, wiedząc, że jest nieprawdziwy. Gramatyka tekstu mogłaby znowu sugerować, że było inaczej. Skoro autor nie umie pisać, czemu miałby wpaść na pomysł sprawdzenia, czy teskt jest wiarygodny? Jak zatem znał angielski na tyle, żeby tekst przetłumaczyć to mógł przecież i zrozumieć jego sprostowanie? Jakkolwiek by nie było, zobaczmy co ma do powiedzenia dr Frank E. Vandiver, profesor historii na uniwersytecie w Teksasie, autor książki Black Jack: Życie i czasy Johna J. Pershinga (oryginalny tytuł: Black Jack: The Life and Times of John J. Pershing):

„Nigdy nie znalazłem żadnej wzmianki o tym, że [ta historia] jest prawdą, mimo wnikliwych badań na temat jego doświadczeń w prowincji Moro. To byłoby zupełnie niezgodne z jego charakterem."(15)

Spójrzmy jeszcze na komentarz Andrzeja B.: „Jakoś też mi trochę ta historyjka pachnie nie tylko bzdurą, ale propagandą. W opisywanym konflikcie to Amerykanie [wpierdalają] się muzułmanom na podwórko, a tamci próbowali ich stamtąd przepędzić. Żeby było ciekawiej, w zachodnich (zwłaszcza amerykańskich) szkolnych
podręcznikach ci muzułmanie byli nazywani partyzantami, a po ataku na WTC awansowali na "terrorystów"." Nie umiem stwierdzić na pewno, czy rzeczywiście zamieniono ich na „terrorystów" w podręcznikach, choć słyszałem o tym nie raz, ale łatwo można zaobserwować, że coś dziwnego stało się z językiem. Media nagle wszędzie zamiast partyzantów, powstańców, rebeliantów, widzą „terrorystów".

 

Nie są to jednak niezależne grupy terrorystów. Często jesteśmy przekonywani, że wszyscy terroryści na Ziemii sprzymierzyli się przeciwko nam, ludziom dobrej woli, tworzą jedną wielką powiązaną organizację międzynarodową, która chce zawładnąć światem. Termin „miejscowa komórka Al-Kaidy" jest odklepywany na okrągło mimo miernych przesłanek nad jego stosownością.(16) Wybitny przykład powszechności takiego przekonania mamy w analizowanym tekście. „50-tego terrorystę uwolniono." Oczywiście autor ma na myśli, że ten ów pobiegł i powiadomił innych. „Innych"? Zatem w domyśle to wystarczyło, aby nagle wszyscy muzułmanie na świecie (a więc „terroryści" sic!) dowiedzieli się o wydarzeniu i porzucili swój „terroryzm" na 42 lata... Jakim cudem połowa komentatorów to kupiła?

 

Czym zatem jest ten demot?

To element kampanii propagandowej skierowanej przeciwko Muzułmanom. Jeden z przykładów światowego szaleństwa, jakie zapanowało po 11-tym września 2001 roku. Przesłanie jest proste: „Bójcie się! Oni są wszędzie, Ci Muzułmanie, chcą Cię zabić na każdym kroku. Jedyny sposób, aby sobie z nimi poradzić to ich mordować i wyrzucić z za granicę. Mamy na to dowody w Koranie(17). Jedyne co musicie zrobić, to pomóc nam doszlifować nieco prawo państwowe..." Historia Jacka Pershinga ma nam uzmysłowić, że takie coś już raz zadziałało, trzeba tylko powrócić do dawnych tradycji. Jack Pershing to dodatkowo bardzo wybitna i raczej szanowana postać. Któżby się przeciwstawił takiemu spiętrzeniu autorytetów i wydarzeń?
Społeczeństwa, które nabrały się na tego typu kampanię, jak np. Stany Zjednoczone, czy Indie, mają w nagrodę prawo, które pozwala więzić obywateli tych państw bez nakazu sądowego, bez stawiania zarzutów, tylko dlatego, że odpowiednie służby subiektywnie uznają ich za podejrzanych o „terroryzm", a podejrzany przecież jest każdy.

 

Zamiast więc sprawdzać, czy rzeczywiście Muzułmanie tak boją się wieprzowiny(18), patrzmy lepiej uważnie na ręcę polityków. Bo czy to nie przypadek, że za każdym razem, kiedy w jakimś kraju następuje atak „terrorystyczny", jego rząd ma już następnego dnia rano gotową pod głosowanie ustawę o tym, jak ograniczyć prawa obywatelskie?(19)

 

(1) demotywatory.pl


(2) Nie wiem jak demotywatory.pl liczą odwiedzających, czy chodzi o czynnych przez ostatnie 5 minut, czy jeszcze jakoś inaczej, ale w każdym wypadku dziennie są tam dziesiątki tysięcy!

 

(3) W Szwecji popularne jest imię Björn ("ö" można zapisać również: „oe", a więc Bjoern to Björn). W Danii i Norwegi jego odpowiednikiem jest: Bjørn.

 

(4) Tak jak w tym znanym dowcipie:
Szedł pijany generał z adiutantem przez las. Coś zaszeleściło w krzakach. Generał niewiele myśląc strzelił. Adiutant pobiegł zobaczyć co. Po chwili wraca:
- Melduję posłusznie, że zastrzeliliście zwykłą krowę!
-To nie mogła być zwykła krowa - zwykłe krowy nie wałęsają się po lasach! To musiała być dzika krowa!
Idą dalej. Znowu coś zaszeleściło. Generał strzelił i adiutant poleciał sprawdzić. Wraca:
-Melduję posłusznie, że zastrzeliliście dziką babę
Źródło: Mondel Dorota, Skierkowski Marek, Xięga Humoru.

 

(5) O irackich więzieniach i wymiarze sprawiedliwości polecam Grzegorza Mazurczaka: O korupcji, O skazanych niewinnie kobietach


(6) Są też komentarze najbardziej sprawiedliwe i wyważone, przeczytaj sam: Generał Black Jack Pershing. W tym celu musisz być zalogowany.

 

(7) Oba teksty: Miller Stuart Creighton (1982), Benevolent Assimilation: The American Conquest of the Philippines, 1899-1903, Yale University Press, strona 88. W tym tekście: tłumaczenie własne.

 

(8) Wojna filipińsko-amerykańska (EN)

 

(9) Dumindin Arnaldo, "The Last Holdouts: General Vicente Lukban falls, Feb. 18, 1902", Philippine-American War, 1899-1902, wydanie własne, wersja angielska dostępna w Internecie. W tym tekście: tłumaczenie własne.

 

(10) Sulu to nazwa wyspy w południowo-zachodnich Filipinach oraz morza, na którym znajdują się inne liczne wyspy, które niegdyś wchodziły w skład Sułtanatu Sulu.

 

(11) Agoncillo, Teodoro (1990) [1960], History of the Filipino People (Eighth ed.), R.P. Garcia Publishing Company, strony 247-297. W tym tekście: tłumaczenie własne.

 

(12) Dane szacunkowe, uznałem za bezcelowe szukanie dokładnej wartości. Odległość od Manili do prowincji Moro to różnica jakichś 7 stopni szerokości geograficznej. 1 stopień to około 111 kilometrów, stąd 700 kilometrów w tekście.

 

(13) Sprostowanie po angielsku.


(14) World Trade Center (czytaj: łorld/łerld trejd center) - Światowe Centrum Handlu, czy jak kto woli: Centrum Handlu Światowego

 

(15) Cytat pochodzi ze strony Urban Legends: "I never found any indication that it was true in extensive research on his Moro experiences. [...] This kind of thing would have run completely against his character.". W tym tekście: tłumaczenie własne.

 

(16) To nie jest nawet koniecznie zła wola dziennikarzy. Po prostu przekonanie o Al-Kaidze, jako jednej wielkiej międzynarodowej organizacji oplatającej swoją siatką ziemię jest tak rozpowszechnione, że stało się oczywistością, której się nie sprawdza bez narażenia się na ośmieszenie. Nikt przecież nie będzie szukał dowodów na to, że Ziemia jest płaska, bo wszyscy wiedzą, że jest płaska, opierająca się na pięciu słoniach, które stoją na wielkim żółwiu Al'Tuinie...

 

(17) Prawdę powiedziawszy dowody na to są, ale na całe szczęście większość Muzułmanów nie bardzo przejmuje się wszystkim co jest napisane w Koranie, tak jak i większość Chrześcijan nie przykłada większej wagi do Biblii, której nie zna. I całe szczęście, inaczej ludzkość unicestwiłaby się w ciągu doby.

 

(18) To kolejny przykład zbiorowej paranoji. Komentatorzy, zamiast skupić się na ocenie prawdopodobieństwa wydarzeń, dopytują się, czy rzeczywiście Muzułmanie tak boją się wieprzowiny i czy faktycznie nie dostopią życia wiecznego przez kontakt z mięsem świni. Nie wiem, czy motywuje ich chęć znalezienia „haka" na Muzułmanów, jakiegoś sposobu, żeby móc im dokopać. Raeed Tayeh z Amerykańskiego Stowarzyszeń Muzułmańskiego w Północnej Ameryce uważa powyższe twierdzenia za „absurdalne". Ano przecież... komentatorzy nie wpadli na to, żeby o zdanie spytać jakiegoś Muzułmanina!

 

(19) Ostatnim kilku akapitom przydałoby się więcej dowodów, cytatów i odniesień, ale przerosłoby to rozmiary wpisu. Co nie znaczy, że nie opublikuję ich przy innej okazji w bardziej stosownym miejscu.

 

Piotr Działak, Askov (Dania), 25 września 2010


Podziel się
oceń
14
3

komentarze (11) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  26 704  

SUBSKRYPCJA

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

GŁOSOWANIE






zobacz wyniki

Lubię to